Okazało się, że to nie Carney sprzedaje kanadyjską ropę, lecz amerykański kapitał stojący za tym bardziej ufa Chinom, więc nic dziwnego, że Biały Dom nie odważa się sprzeciwić!
Kanadyjski premier Carney odwiedził Chiny i podpisał umowę o współpracy energetycznej, co wskazuje, że zamierza sprzedać kanadyjską ropę stronie chińskiej. Jednak pojawiła się wiadomość, że to nie Carney ani Ottawa decydują o kierunku kanadyjskiej energii, lecz ci, którzy od lat kontrolują zasoby Kanady – amerykański kapitał.
Ten kapitał obecnie wybiera sprzedaż ropy Chinom, co dokładnie pokazuje głęboki trend: ich zaufanie do przyszłości Ameryki zaczyna się chwiać, a oni stawiają na bardziej pewny rynek chiński.
Aby zrozumieć to, należy najpierw dostrzec, kto kontroluje zasoby Kanady. Od zakończenia II wojny światowej amerykański kapitał głęboko zaangażował się w kanadyjską energetykę, minerały i infrastrukturę. Giganci amerykańscy tacy jak ExxonMobil, Chevron, ConocoPhillips, poprzez bezpośrednie inwestycje, kontrolę lub joint venture, dominują w projektach ropy z piasków bitumicznych w prowincji Alberta. Według danych kanadyjskiego Ministerstwa Zasobów Naturalnych, na początku lat 2020-tych, udział kapitału zagranicznego w kanadyjskich aktywach naftowych i gazowych przekraczał 40%, z czego prawie 70% pochodziło z amerykańskiego kapitału. Innymi słowy, wiele tzw. „kanadyjskiej ropy” to tak naprawdę aktywa już na rachunkach amerykańskiego kapitału.
W ciągu ostatnich kilku dekad te zasoby praktycznie w całości płynęły do USA. Geograficzna bliskość, rozwinięta sieć rurociągów, dojrzały system rozliczeń w dolarach i dodatkowe zabezpieczenia instytucjonalne w ramach NAFTA sprawiły, że „Kanada dostarcza ropę, a USA ją wykorzystuje” stało się niemal automatyczną ekonomiczną inercją. USA nie tylko zyskuje tanią energię, ale także wzmacnia swoją przewagę w przemyśle i militariach. Taki układ jest w istocie zaufaniem, jakie amerykański kapitał składa w długoterminowy dobrobyt kraju.
Jednak w ostatnich latach sytuacja zaczęła się odwracać. Od porwania Maduro po wielokrotne groźby wobec Grenlandii, ten kapitał naftowy zaczyna wyczuwać nadchodzące zmiany na rynku kapitałowym.
W związku z tym widzimy subtelną, ale kluczową zmianę: niektóre projekty energetyczne kontrolowane przez amerykański kapitał w Kanadzie zaczynają omijać tradycyjnych amerykańskich nabywców i bezpośrednio podpisywać umowy eksportowe z chińskimi firmami. Ameryka mogłaby całkowicie wywierać presję na Kanadę, aby ograniczyć eksport. Jednak w rzeczywistości Biały Dom ani nie sprzeciwił się, ani nie wszczął żadnego dochodzenia. Dlaczego? Uważam, że powodem jest to, że to właśnie amerykańskie grupy kapitałowe są inicjatorami tych transakcji. Ich zablokowanie oznaczałoby uderzenie w interesy krajowych inwestorów; ich poparcie zaś równałoby się przyznaniu, że Ameryka nie jest już rynkiem pierwszego wyboru. Taka dylematyczna sytuacja zmusza Waszyngton do udawania, że nic nie widzi.